Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa, czyli literacka uczta z Murakamim…

Kto mnie zna, ten doskonale wie, że uwielbiam Harukiego Murakamiego i jego literaturę, która potrafi wciągnąć bez reszty. 🙂 Dlatego, gdy wpadła w moje ręce kolejna powieść Murakamiego, bardzo się ucieszyłam i ucztowałam się z nim kilka wieczorów 🙂

Powieść została wydana w 2013 roku i od razu w Japonii stała się bestsellerem i nie dziwi mnie ten fakt, gdyż utwór potrafi trzymać za gardło!

Ale do rzeczy!

Mamy głównego bohatera, Tsukuru Tazaki, który jest po 30-tce, pochodzi z Nagoi, ale mieszka w Tokio i tutaj oddaje się swojej pasji – budowaniu dworców, jest przeciętny jako człowiek (jak większość bohaterów Murakamiego), niczym szczególnym się nie wyróżnia, ot, zwykły Japończyk. Ale jednak…

Będąc w liceum miał swoją paczkę przyjaciół, których bardzo lubił, mimo, że każdy z nich był inny, to tworzyli razem świetną całość, jako grupka młodych ludzi. Do czasu kiedy… przyjaciele przestali się z dnia na dzień do niego odzywać…

Tsukuru bardzo ciężko to przeżył, takie wykluczenie z grupy, popadł w depresję i przyjął bierną postawę. Teraz, po latach, w powieści, postanawia dowiedzieć się, co właściwie się wtedy stało. Za namową swojej obecnej dziewczyny Sary, odwiedza po kolei dawnych przyjaciół i próbuje odkryć tajemnice przeszłości, wraca do rodzinnej Nagoi i wyrusza w podróż nawet do Finlandii. Co odkryje? Co go zaskoczy? Co zmieni jego stosunek, do całej tej sytuacji? Tego dowiemy się, czytając tę powieść…

Powieść o przyjaźni, o odrzuceniu, o tym ile można zrobić dla przyjaźni… Jest tu także erotyka, jest także sporo dziwności i niedomówień – tak bardzo charakterystycznych dla Murakamiego, sporo także onirycznych, rozpoczynanych znienacka wątków pobocznych… Momentami wydaje się, że fabuła rozejdzie się w szwach, na małe kawałki, jednak ostatecznie Murakami skleja wszystkie motywy w jedną nierozerwalną całość i okazuje się, że każdy wątek w książce jest „po coś”. „Bezbarwny Tsukuru Tazaki…” to bardzo dobra pozycja Murakamiego. Jeśli rozpoczynasz swoją przygodę z Murakamim i chcesz, zapoznać się z jego twórczością, to aby nie zrazić się na początku drogi, polecam Ci właśnie tą powieść, jako dość łatwą w odbiorze, ale też bardzo wciągającą, momentami wręcz niepokojącą…

Po przeczytaniu tej książki, ostatniego rozdziału, przez pewien czas tylko siedziałam na łóżku i… tylko siedziałam. Nie wiedziałam co mam myśleć, coś się skończyło, czegoś zabrakło, czegoś co było mi bliskie przez kilka ostatnich wieczorów… Bohaterów, z którymi się zżyłam, których polubiłam, przy których się wzruszałam i ekscytowałam…

To bardzo dobra powieść! Polecam 🙂

Haruki Murakami „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa”

Wariacja na temat chusty Ana Lucia…

Kolejną chustą, jaka powstała tej jesieni, jest wariacja chusty Ana Lucia. Troszkę została zmodyfikowana, jednak główny motyw przewodni pozostał 🙂

Wykonana włóczką Scheepjes Whirl, w kolorze Brambleberry numer 783, jest dosyć duża i spokojnie można się nią owinąć wokół szyi, swobodnie, a nawet otulić ramiona 🙂

Wzór bardzo przyjemny w dzierganiu, szybko chysty przybywa i czas szybko mija 🙂

Gdyby ktoś chciał zrobić sobie taką chustę, to także na kanale Sweetland jest tutorial wykonania tejże chusty 🙂

Miłej jesieni 🙂

I niechaj każdy ma swoją ulubioną chustę jesienną na szyję 😉

Moja kolekcja perfum [2018]

Część osób, która mnie zna, wie, że bardzo lubię zapachy i od perfum jestem uzależniona. 😉 Niegroźne to uzależnienie, choć bardzo kosztowne.

W tym poście chciałabym Wam przedstawić moje ulubione perfumy, oraz kilka słów na ich temat. Publikując posta na instagramie o perfumach, jedna osoba poprosiła mnie, abym więcej coś napisała o swoim zbiorze perfum. Więc to robię…

Giogrgio Armani/Emporio Armani

Zapachy od Armaniego najbardziej przypadły mi do gustu. Bardzo lubię „armaniową” nutę, bardzo kobiecą.

Mój ulubiony to Armani „Si” – zapach niewykle trwały, o dobrej projekcji, komplementogenny. 😉

Lubię też Emporio Armani „Diamonds”, gdzieś nawet wyczytałam, że to zapach typowy dla zodiakalnych panien. I coś tym jest, gdyż bardzo mi podpasował jako zapach na dzień… 🙂

Ostatnim zapachem, jaki nabyłam jest „Because it’s you” zapach bardzo trwały, nieco syntetyczny, ale ładny. Ogólnie bardzo lubię zapachy od Armaniego 🙂 Za kobiecość, głębię… są takie „moje” 😉

Thierry Mugler

Mocarze od Thierry’ego Mugler’a to moi ulubieńcy. „Angel” i „Alien”. Zapachy niezwykle trwałe, ogoniaste, mega wydajne. Są niezawodne. Trwałość ich na mojej skórze do kilkunastu godzin. Bardzo je lubię wtedy, gdy wiem, że będę bardzo długo poza domem, gdyż gdy je nakładam, nie muszę się dopsikiwać w ciągu dnia, gdyż wytrzymują u mnie nawet i 10 godzin, a na ubraniach kilkanaście dni. Potrafią przetrwać nawet prysznić i pranie ubrań. 😉

Lancôme

Zapachy od Lancôme, także zajmują poczesne miejsce w moich zbiorach…

W swojej kolekcji posiadam „La Vie est belle” oraz „La nuit Trésor”. Bardzo je lubię i szanuję za projekcję, dobrą trwałość, za zapach. Są komplementogenne. Zwłaszcza Trésor, który kojarzy mi się z elegancką małą czarną i wykwintną, odświętną kolacją. Tak, to zapach zdecydowanie na wieczór 🙂

Burberry

Z zapachów Burberry mam tylko mój ulubiony killer, zdecydowanie na zimę, do płaszcza „My Burberry Black”

Zapach niezwykle intensywny i trwały. Bardzo lubię jego klasyczną buteleczkę, z tasiemką z gabardyny, oraz korkiem imitującym guzik od trencza 🙂 Marka ma rekomendację rodziny królewskiej brytyjskiej, więc o czymś to świadczy 🙂

Kenzo

Od Kenzo posiadam tylko „Słonia”. „Jungle” to zapach niezwykle mocny i charakterystyczny, którego nie da się pomylić z niczym innym. 🙂

Wspaniale rozwija się na skórze, jest wieloetapowym zapachem, mocarnym. Kojarzy mi się z czasami liceum. Bardzo go lubię i darzę sentymentem 🙂

YSL

„Black Opium” Yves Saint Laurent bardzo lubię i szanuję. Wyczuwam w nim nuty kawy, u mnie lekko się wysładza, jak większość zapachów na mojej skórze (widocznie mam takie pH)… Zapach dość trwały i charakterystyczny. Lubię 🙂 Raczej na wieczór 🙂

Calvin Klein

Z zapachów Calvina Kleina posiadam jedynie dwa: „Obsession” oraz „Euphoria”. Lubię te podduszacze. „Euphoria” zapach niezwykle euforyczny, intensywny, nie trudno pomylić go z niczym innym… „Obsession” to stara szkoła perfumiarska z lat 70-tych. Zapach kadzidlany, raczej na chłodne dni. Bardzo go lubię i często używam 🙂

Versace

Z zapachów Versace, posiadam „Crystal Noir” 🙂 Ktoś kiedyś mi powiedział, że to zapach prostytutki, bardzo pościelowy 😉

Hm… może i coś w tym jest, jednak ja go bardzo lubię. Raczej na wieczór, dobry na randki 😉

Lolita Lempicka

Od Lolity Lempickiej posiadam jedynie „Lolitę Lempicką Edp”. Zapach już klasyk. Czuję w nim lukrecję, lekko cierpki i korzenny na początku, ale potem się wysładza. Bardzo porządny zapach, lubię go i darzę sentymentem. Stary z lat 90-tych, ale ciągle na czasie 🙂

Bardzo lubię buteleczkę tych perfum. Urocze jabłuszko…

Lomani

Te zapach dostałam na urodziny. Osoba trafiła w moje gusta. Bardzo go lubię i szanuję. Ciekawe opakowanie 🙂

Darzę sentymentem 🙂

Zapachy celebryckie 🙂

Adam Levine, Madonna, Katy Perry, Beyonce… Takie sobie kompocikowe psikacze. Średnio-trwałe, dobre na co dzień, z braku laku… Zapachy Madonny kojarzą mi się z gumą balonową… 😉

Oriflame

Zapachy Oriflame także zajmują poczesne miejsce w moich zbiorach… 

Posiadam zapachy z rodziny Giordani – bardzo lubię wszystkie… Volare przywodzą mi na myśl czasy mojego liceum, a całą resztą oriflame’owych zapachów darzę sympatią i chętnie się psikam na co dzień…

Jak widać, lubię zapachy ciepłe, otulające, ogoniaste, orientalno-kwiatowe, raczej ciężkie, killery, z grupy noir, czarne zapachy… 🙂

Czasami znajdzie się też coś lżejszego, jednak to perfumy ciężkie, ogoniaste bardziej mnie określają… 🙂

Chusta „Sekretne ścieżki” / Secret Paths Shawl :)

Ostatnio urzekły mnie szydełkowe chusty. Są bardzo kobiece i jedyne w swoim rodzaju. 🙂

Przyszła i kolej na mnie. Zaczęłam także dziergać swoją chustę… a potem kolejną i… przepadłam…

Na pierwszy ogień, chciałabym zaprezentować chustę Secret Paths, którą zrobiłam z włóczki Yarn Art FLOWERS, kolorem nr 251…

A wyszła tak:

 

Chustę dzierga się bardzo przyjemnie. To wzór, który wręcz „sam się robi”…

 

 

Wzór można pobrać na Ravelry, a autorem wzoru jest Johanna Lindahl

 

 

 

 

 

Tutorial na tą chustę można także znaleźć na YouTube w języku polskim, krok po kroku 🙂

Meduzka jako towarzyszka dla Misia :)

Dla misia, który powstał jakiś czas temu powstała meduzka. Jej właścicielem będzie pewne maleństwo, które jutro ma swój chrzest 🙂

Meduzka była robiona włóczką Alize Cotton Gold 🙂

Meduzka jest robiona według wzoru Anihity, a prywatnie mojej koleżanki z Fundacji Wzór został stworzony na potrzeby Fundacji, w której działam. Obdarowany jest Wcześniaczkiem, zapytałam o zgodę Anihitę i zrobiłam dla Maluszka meduzkę. 🙂

Miłego dnia!

Szydełkowy Misio jako dodatek do prezentu na Chrzest

Ostatnio powstał pewien niebieski miś, dla małego 2-miesięcznego niemowlaczka, który za tydzień ma swój Chrzest 🙂 Będzie dodatkiem do prezentu, razem z meduzką, którą zobaczycie za jakiś czas w następnym poście 🙂

Miś jest robiony włóczką Kartopu Amigurumi i jest to moje pierwsze zetknięcie z tą włóczką i myślę, że nie ostatnie, gdyż zabawki wychodzą bardzo schludnie i fajny komfort dziergania, porównywalny do YarnArt Jeansu 🙂

A miś wygląda tak:

Ma około 45 cm długości i dziergało mi się go bardzo przyjemnie, choć miałam pewien kryzys w jego dzierganiu, ale się przemogłam i skończyłam w ciągu jednego popołudnia 🙂

Wkrótce nowe zabawki !

Miłego tygodnia Odwiedzającym (wbrew pozorom są tacy) 😉 -> statystyki 😉

Świadoma pielęgnacja włosów #włosing

Od jakiegoś niecałego roku zaczęłam świadomie pielęgnować swoje włosy. Co to znaczy świadomie? Przede wszystkim bezmyślnie im nie szkodzić, ani nie przeszkadzać żadnymi niepotrzebnymi rzeczami. Co się za tym kryje? Za chwileczkę wyjaśnię, chciałam tylko powiedzieć jak do tego doszło…

Od 2015 zaczęłam zapuszczać włosy. Kiedyś na youtube, szukając jakichś wskazówek dotyczących szybszego zapuszczania włosów trafiłam na kanał Youtube Agnieszki Niedziałek, osoby, która zrobiła rewolucję w mojej głowie, na temat prawidłowej pielęgnacji włosów, oraz otworzyła oczy na wiele spraw, moich bolączek… Wielu rzeczy byłam nieświadoma, w wielu kwestiach szkodziłam nieświadomie swoim włosom, będąc święcie przekonana, że im robię dobrze i prawidłowo pielęgnuję…

Agnieszka prowadzi także bloga, oraz sklep z bardzo dobrymi kosmetykami do włosów. I czasami robię nawet zapasy włosowe w jej sklepie.

Oczywiście to nie jest tak, że całe życie podporządkowałam sobie pod włosy – dbanie o nie i nieustanną pielęgnację. Nie, wcale nie. Jednak chciałam dać do zrozumienia, że czasami pewne zmiany wprowadzone w pielęgnacji moją dać naprawdę dobry efekt. Grunt to regularność.

Przed świadomą pielęgnacją, miałam włosy krótkie, bo byłam w trakcie odrastania włosów, z całkiem króciutkiej fryzury, wręcz męskiej, na dodatek co miesiąc chodziłam do fryzjera i robiłam balejaż, pasemka, włosy były rozjaśniane i w nie najlepszej kondycji. Wtedy myślałam, że chodząc do fryzjera co miesiąc robię dobrze moim włosom i odpowiednio je pielęgnuję. Nic bardziej mylnego! Czasami lepiej sami jesteśmy w stanie zadbać o nasze włosy, aniżeli fryzjer, który czasami sam popełnia błędy (nie mówię, że wszyscy, ale jest ich spora część i nie potrafią prawidłowo przekazać wartościowej wiedzy na temat pielęgnacji włosia) 😉 Wystarczy, że troszkę zainteresujemy się tematem, a reszta sama przyjdzie, gdyż dobrych i odpowiednich kosmetyków do włosów jest cała masa, wystarczy się rozejrzeć i… poznać składy tychże, oraz co się za tym kryje. Polecam grupę Włosing na Facebooku.

A więc na czym polega ta moja pielęgnacja świadoma włosów?

Otóż kieruję się pewnymi niepodważalnymi dla mnie zasadami, które także stosuje Agnieszka, oraz inne włosomaniaczki. Ja te zasady tylko modyfikuję na swoje potrzeby, oraz dostosowuję do potrzeb moich włosów.

Moja obecna pielęgnacja włosów opiera się na poniższych zasadach:

  1. Hennowanie – raz w miesiącu
  2. Olejowanie – raz w tygodniu
  3. Gruntowne oczyszczanie szamponem z SLS i peeling głowy – raz na dwa tygdnie (szampon z SLS raz w tygodniu czasami, w razie potrzeby)
  4. Do częstego mycia włosów – łagodne szampony bez SLS i SLeS, z łagodnym składem, który niepotrzebnie nie będzie rypał mojej skóry głowy, ani włosów…
  5. Metoda mycia włosów OMO – którą zaczęłam stosować.
  6. Odżywki i maski przy każdym myciu włosów (ZAWSZE!) bez silikonów!!
  7. Mgiełka ochronna po umyciu, na wilgotne włosy.
  8. Zabezpieczanie końcówek silikonami…
  9. Czesanie grzebieniem z drzewa neem, działającym pielęgnacyjnie na włosy i skalp.
  10. Nie obciążanie włosów kosmetykami zbędnymi.

Kilka z tych punktów nadaje się na osobną notkę, co też z czasem uczynię i rozwinę szerzej, chociażby o moim olejowaniu włosów, czy sposobami mycia…

Kot Majkel – wariacja na temat Large AmiCat

Jakiś czas temu, na bazie wzoru LargeAmiCat z amigurumi.today powstał kot o imieniu Majkel, dla pewnego osobnika – dziecka 😉

Zrobiony z włóczki Cotton Gold Batik 🙂

Obdarowanego bardzo ucieszył, a to najważniejsze i jest najlepszą zapłatą za wykonaną pracę – radość w oczach i zadowolenie! 😉

Jest dosyć duży i długi, czyli taki jak miał być 😉

Niebawem kolejne nowe zabawki :))